____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

06/10/2012

Uchodzcy z Korei Polnocnej - relacje swiadkow



Korea Północna  -  sama nazwa wystarczy by zelektryzować rozmówcę.  Kraj, który  od dziesiątek lat pozostaje zamknięty na świat zewnętrzny ( lub poprawniej dla 90% północnokoreańskiego społeczeństwa jest zamknięty) siłą rzeczy budzi emocje. Tylko czy te odczucia są poprawne? Jak można oceniać coś o czym wiemy tak niewiele, a właściwie nic.  Większość informacji nt  pustelniczego królestwa pochodzi ze ściśle kontrolowanych przez reżim w Phenianie źródeł, nieliczne – rzucające negatywne światło na państwo Kimów, natychmiast stają się pożywką dla światowych mediów, które z prędkością światła budują mrożące krew w żyłach newsy o kolejnych poczynaniach „szalonego komunisty”. 

źródło - Damir Sagolj

Wszystko to sprawia, że nawet w polskiej telewizji pojawiają się „specjaliści” od stosunków na dalekim wschodzie, którzy pełnym grozy głosem informują, że program nuklearny Phenianu może stanowić pośrednie zagrożenie dla Europy. Ten sam ton często jest prezentowany w kontekście japońskich trzęsień ziemi, co wielu rodaków, którzy tam mieszkają lub mają ścisłe związki z Japonią denerwuje. Jednak – jeśli informacje o sytuacji w Japonii możemy szybko skorygować wchodząc na chociażby jeden z japońskich, anglojęzycznych dzienników, o tyle KRLD takiego „ułatwienia”  maluczkim nie dostarczyła. Szczerze przyznam, że „korygowanie” postrzegania sytuacji wzdłuż 38 równoleżnika zacząłem od znalezienia kilku blogów, których autorzy, na stałe rezydujący w Korei Południowej ( rodacy) skutecznie pokazują, że w samym sercu Seulu nikt na co dzień nie żyje w rytm działań Północy.  To dało mi do myślenia – czy Korea Północna stanowi rzeczywiście aż tak duże zagrożenie dla świata, jak media ( w szczególności te zachodnie) starają się pokazać? Skoro 40 km od 38 równoleżnika, życie toczy się normalnie, ba! wręcz na modłę zachodu, to czemu w Polsce sieje się aż taką panikę? I poszło – artykuły, blogi, zdjęcia, relacje w opiniotwórczych dziennikach i wreszcie książki – starałem się poznać ten kraj na wszelkie możliwe sposoby, jednym słowem zafascynował mnie. I  żeby było jasne – nie wielbię północnokoreańskich władz, raczej interesuje mnie tajemnica,   skrywana  za fasadą socjalistycznej równości. Takim to sposobem w moje ręce trafiła książka „ Uchodźcy z Korei Północnej – relacje świadków” autorstwa Juliette Morillot i Doriana Malcovica – wieloletnich współpracowników, pisarzy i publicystów ds. Azji Wschodniej. Zachęcony opisem postanowiłem zaryzykować i zanurzyłem się na 2 miesiące w historiach ludzi, którzy teraz wydają mi bliżsi niż kiedykolwiek. To opinia nie  na wyrost – wiele razy książka stawiała mnie poza znany dotychczas świat i kazała na nowo określić siebie samego, a także wartości i cele w życiu. 


UWAGA – zawarte w niej relacje sprawiają, że bardzo często będziecie odkładali ją z obrzydzeniem, smutkiem, wściekłością lub nie będziecie potrafili spojrzeć na zwykłe w naszym świecie rzeczy w ten sam sposób. „ Korea Północna nie jest miejscem do życia” – te słowa, wypowiedziane przez jedną z uciekinierek są doskonałą puentą dla rozważań w niej zawartych. Publikacje dotyczące Pustelniczego Królestwa powielają ten sam schemat – Kim Dzon Il jest potworem, źle się tam żyje, obozy pracy, wieczny głód itp. Tutaj mamy coś zupełnie innego – autorzy na wstępie zaznaczają, że relacje bohaterów nie są przedstawiane przez pryzmat ich zdania, czytelnik ma wolny wybór – ocenia wedle uznania.

Z książki wyłania się obraz państwa, ale przede wszystkim społeczeństwa kontrastów – nie w materialnym tego słowa znaczeniu. Koreańczycy z północy są dla siebie samych śmiertelnym zagrożeniem , ale i  przyjaciółmi, oprawca staje się ofiarą, a ofiara oprawcą.

„ U progu XXI wieku Korea Północna pozostaje zagadką, z której każdy, według uznania czerpie argumenty na rzecz podejmowanych działań: politycznych, humanitarnych czy dziennikarskich. Jak wobec tego uchwycić realia kraju, do którego wstęp jest niemożliwy, nie można więc stwierdzić naocznie, jak wygląda sytuacja? Jak wyrobić sobie w miarę obiektywnie zdanie, gdy większość interesujących nas dokumentów to teksty napisane po koreańsku, a bariera językowa uniemożliwia jakiekolwiek bezpośrednie porozumiewanie się z mieszkańcami?” – źródło, książka.

Książka jest składową różnych relacji – nowoprzybyłych do chińskiej Mandżurii, weteranów, pośredników, handlarzy, osiadłych na Południu, dygnitarzy czy też mieszkańców Phenianu. To także krótkie wprowadzenie do koreańskiej historii, polityki czy społeczeństwa – zarówno północno i południowokoreańskiego. Ważnym elementem jest również spojrzenie z Południa czyli rozdział zatytułowany „ Seul’.

Podsumowując : Książkę polecam wszystkim  - przede wszystkim po to, aby poznali jakim darem jest życie w kraju demokratycznym. Chciałoby się powiedzieć, że nad Koreą Północną Bóg już tylko płacze, ale skoro w Korei, Bogiem jest Umiłowany przywódca, to kto ma się pochylić nad losem tego narodu?

No comments:

Post a Comment